piątek, 31 maja 2013

egzamin dojrzałości - obrady komisji

No, moi mili, nie będzie łatwo - Ministerstwo nie dało nam klucza do testów. Dostaliśmy pismo wyjaśniające, że nie po to państwo płaci nam grube pieniądze za matury, żeby jeszcze ułatwiać nam pracę. Mamy za zadanie stworzyć taki klucz i według tego sprawdzić i ocenić prace maturzystów. Tyle, jeśli chodzi o wytyczne góry. Proponuję  nie wychodzić stąd dzisiaj przynajmniej dopóty dopóki nie ustalimy tego klucza - potem sprawdzenie testów będzie przysłowiową kaszką z mlekiem.

Ależ koleżanko, tu nie ma nad czym wielce deliberować i nie sądzę, żeby wskazanie prawidłowych odpowiedzi miało zająć nam dużo czasu. Dla mnie sprawa jest jasna i myślę, że wszyscy tutaj zgodzicie się ze mną. Żeby wychować prawdziwych i dojrzałych obywateli, a przecież chyba tego wymaga od nas rząd i w ogóle zawód nauczyciela, musimy wpoić im podstawowe i niepodważalne prawdy. Prawdy, które jeśli my im teraz zaszczepimy w młodych umysłach, będą przekazywać swoim dzieciom, a oni swoim i tak dalej i tak dalej - nie da się przecenić tutaj naszej roli. 

O jakich prawdach pan mówi, jeśli można wiedzieć?

Och, to jasne. Mówię o trzonie polskości, jej kręgosłupie i fundamentach. Są nimi wiara nasza katolicka, poczucie misji szerzenia wartości głoszonych przez kościół, oczyszczenie narodu z żydowskich i innych obcych elementów mieszających niepotrzebnie w młodych i chłonnych umysłach młodzieży naszej. Mówię tu oczywiście również o sile jednostek zdrowych, będących w stanie pracować i walczyć, jeśli będzie taka potrzeba. Nie potrzebujemy tutaj słabych, kolorowych ciot, które depczą swoimi pomalowanymi paznokciami po naszych wywalczonych, krwią i blizną zdobytych wartościach.

Wow, przyznam, że jestem pod wrażeniem tego przemówienia, ale i przerażona tym, co pan mówi. Czy naprawdę uważa pan, że naszym zadaniem jest wychowanie młodych ludzi straszących swoją nienawiścią i pogardą dla wszystkiego, co inne? Zupełnie się z panem nie zgadzam. Dla mnie dojrzałość, a przecież to ją musimy choć w małym stopniu ocenić, to przede wszystkim szacunek do innego człowieka. Nic dodać, nic ująć. Dlaczego nie miało by być u nas miejsca dla katolików i nie-katolików? Dlaczego pary homoseksualne i inne żyjące bez ślubu miałyby być szykanowane tylko dlatego, że nie jest to zgodne z tym, co mówi ksiądz na ambonie? Dlaczego mielibyśmy zabronić ludziom myśleć, czuć i żyć w zgodzie z ich własnymi poglądami? Czyż nie na tym polega między innymi dojrzałość, że człowiek ma odwagę być sobą?

Ha! Mogłem się tego spodziewać! Tej śpiewki o tolerancji, otwartości, multikolorze. A proszę mi powiedzieć, jak by pani zareagowała, gdyby pani własna córka powiedziała, że zakochała się w swojej koleżance i z nią zamierza ułożyć sobie życie? Albo gdyby oznajmiła pani, że odchodzi z kościoła bo to i siamto? No? Albo gdyby przyprowadziła inwalidę (bo mężczyzną to nazwać takiego nie można) na wózku i przedstawiła jako swojego narzeczonego? Gdzie wtedy byłaby pani tolerancja? Ja wiem, mówicie tak, bo to jest modne, bo to młodzi lubią. Ale ja nie zamierzam z młodymi rozmawiać i im się przypodobać, ja zamierzam pokazać im, co jest słuszne i zrobię wszystko, żeby żadnemu z nich w głowie nie zaświtała myśl o buncie. Powiem coś pani - gdyby pani córka oznajmiła, że jest lesbijką, to zareagowałaby pani dokładnie tak, jak ja bym to zrobił. Wybiłaby pani jej to z głowy, zamknęła w pokoju, aż jej się odechce głupot i sodomii. Ot co.

Proszę wybaczyć, ale nie ma pan pojęcia jak bym zareagowała i zresztą nie ma to teraz żadnego znaczenia. Ważne jest to, że to jak ocenimy testy tych młodych ludzi może mieć znaczący wpływ na ich start w życie. Nie pozwolę, aby ciasne, konserwatywne poglądy szanownego pana utrudniły drogę tym ludziom, którzy myślą inaczej niż pan. Proponuję, żeby uznać wszystkie te odpowiedzi, które nie mają podtekstu poniżania innego człowieka, agresji czy nienawiści. Każdy ma prawo myśleć tak, jak myśli - dopóki nie krzywdzi to innych. Tak uważam i taki wniosek poddaję pod głosowanie.

Wolne żarty! Nigdy się na to nie zgodzę! Po moim trupie, moja droga! Powiem więcej, zamierzam przywołać pani słowa w rozmowie z naszym proboszczem i dyrekcją szkoły - nie możemy pozwolić, żeby wywrotowe osoby uczyły w naszej szkole. To skandal! Poddaje pod głosowanie wniosek, aby stworzyć ściśle określony klucz do testu, wykluczający jakiekolwiek wolnomyślicielstwo!


Ja bardzo przepraszam, mili koledzy, że się wtrącam, ale czy nie uważają państwo, że w tym maturalnym teście zabrakło choć kilku, podstawowych zadań matematycznych....?

.......

środa, 29 maja 2013

egzamin dojrzałości

Drodzy Państwo. Pytania w teście mają charakter zamknięty, tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa. Nie ma szarości, odcieni, nie ma miejsca na rozwodzenie się na dwoma możliwościami. Liczy się czas reakcji na pytanie - wszelkie zawahanie się, zadrżenie ręki będzie odczytane przez nasze urządzenia sprawdzające i wpłynie na obniżenie punktacji. Nie wolno odpisywać od sąsiada - nie ufaj sąsiadowi. jego odpowiedzi mogą być błędne lub specjalnie może ci błędne podpowiedzieć, czemu zresztą nie ma się co dziwić. Jeśli jesteś zbyt słaby i za mało zdecydowany, lepiej od razu zrezygnuj i powtórzysz egzamin za rok (jeśli do tego czasu przetrwasz). Zaczynamy odmierzać czas

TEST

1. Miarą wartości człowieka jest:
a) ilość posiadanych dóbr materialnych
b) sprawność wszystkich kończyn
c) nie da się oszacować wartości człowieka

2. Aby dobrze wychować człowieka, należałoby:
a) izolować go od ludzi chorych i ułomnych,
b) pokazywać mu szacunek do drugiego człowieka
c) nie szczędzić mu klapsów

3. Jedyną słuszną religia jest:
a) nie ma jedynej słusznej religii
b) katolicyzm
c) ortodoksyjny judaizm

4. Ludzi niepełnosprawnych należałoby:
a) wybić
b) wysterylizować
c) traktować normalnie, jak każdego innego człowieka

5. Polska powinna być:
a) tylko dla Polaków
b) krajem wyznaniowym, katolickim
c) krajem z miejscem dla wszystkich

6. Decyzja czy kobieta urodzi dziecko, powinna należeć do:
a) kobiety,
b) Sejmu
c) księdza

7. Człowiek, który żyje inaczej, niż ja:
a) niech spada na bambus
b) niech sobie żyje, jak chce
c) lepiej niech mi nie wchodzi w drogę

8. Polska byłaby lepszym krajem, gdyby:
a) ludzie szanowali się nawzajem
b) pozamykać homoseksualistów w gettach
c) usuwać ciąże zagrożone niepełnosprawnością dziecka

9. Mam prawo poniżać inną osobę w przypadku, gdy:
a) gdy nie ubiera się jak należy
b) nie mam takiego prawa w żadnym przypadku
c) kiedy ma inne niż ja poglądy, jedynie słuszne
d) gdy jest upośledzona umysłowo w stopniu od umiarkowanego do głębokiego

10. Żeby przeżyć swoje życie w zgodzie z sobą:
a) będę osiągał swoje cele bez oglądania się na innych,
b) zapiszę swoje dziecko do szkoły z dziećmi zdrowymi, normalnymi
c) będę żył w zgodzie z sobą, próbując nie krzywdzić innych


Dziękuję. Proszę odłożyć długopisy. Każde zawahanie się w odłożeniu pióra czy ołówka będzie zarejestrowane przez nasze urządzenia i wpłynie na obniżenie oceny testu. Proszę zostawić kartki na stolikach, komisja zaraz je zbierze i uda się w odosobnione miejsce, żeby sprawdzić, omówić i ocenić państwa testy. Proszę wychodzić gęsiego, jeden za drugim, proszę ze sobą nie rozmawiać o teście ani teraz ani po opuszczeniu budynku szkoły. Najlepiej będzie, jeśli państwo w ogóle nie będą ze sobą rozmawiać do ogłoszenia wyników - może to powodować  niepotrzebne stresy. Podanie i omówienie prawidłowych odpowiedzi nastąpi w terminie do dwóch tygodni - proszę śledzić tablicę ogłoszeń, tam pojawi się data.
Dziękuję.
Do widzenia.

środa, 8 maja 2013

Piękna znajoma

Z czytaniem książek jest trochę tak, jak z zawieraniem nowych znajomości.

Są takie, które już od pierwszego kontaktu, opisu na okładce lub po pierwszym zdaniu zdają się być twoimi dobrymi znajomymi. Tak, jakbyś zdobył książkę, na którą czekałeś spory kawał czasu. Zaczynasz czytać i już cię nie ma, zostałeś przez nią pochłonięty w całości. Spędzasz z nią każdą wolną chwilę, nie ma siły, która by was od siebie oddzieliła. Ta przyjaźń wszystkich dziwi, zachwyca, zazdroszczą jej wam. Każdy by tak chciał - na zabój, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Znacie się jak dwa łyse konie, choć przecież znacie się od niedawna. Tak to już jest z takimi przyjaźniami, aż cud że się zdarzają. Porozumiewacie się bez słów, ona wie, czego ci trzeba, w jakiej formie ci to podać, dopełnia twoje życie tak po prostu i tak bardzo, a ty za to dajesz jej swój czas, swoje emocje, myśli, wyobrażenia, marzenia. Nikomu niczego nie brakuje, nie macie problemów z dialogiem i jedyne, co może cieniem kłaść się na tej relacji, to niepodważalny fakt, że kiedyś skończy się jej dziewiczość. Przeczytasz ostatnią stronę książki i przez chwilę poczujesz się samotny. Możesz oczywiście przeczytać jeszcze raz, i jeszcze i jeszcze - wielu ludzi tak robi, żeby zatrzymać TO COŚ na jak najdłużej. Ale pierwszego razu już nie będzie...

I są inne książki - "te drugie". Ktoś was sobie przedstawił, słyszałeś o niej wiele dobrego i jesteś nieocenienie wdzięczny losowi, że mogłeś osobiście poznać ową książkę. Ale coś jest nie tak. Pierwszy kontakt jest trudny, jesteście jakby z dwóch różnych planet. Czujesz się przy niej głupi, niedokształcony - używa tyle mądrych słów, robi to w sposób wyrafinowany, trochę pokrętny, gubisz się w tej narracji. Masz wrażenie, że sobie z ciebie kpi. jakby koniecznie chciała ci pokazać, że nie dorastasz jej do pięt i nigdy nie dorośniesz - jest już za późno. Trzeba było od dzieciństwa zadawać się tylko w wielką literaturą, a nie z pospolitymi czytadłami, lekturami dla tłumoków, którzy cieszą się, że mogą się chociaż pochwalić, że coś przeczytały. Tak, tak, mój drogi - za wysokie progi.
Najchętniej byś sobie odpuścił - po co marnować czas na coś, co nie jest dla ciebie. Niech inni zaczytują się, dyskutują, wydają recenzje, krytykują. Jest przecież wiele innych książek, nie musisz znać własnie tej. Ale jakoś nie możesz, unikasz tego poczucia przegranej ile możesz i jak długo możesz. Nie poddajesz się. Jeszcze trochę, jeszcze stronę... Jeszcze, jeszcze i jeszcze.... I nawet nie wiesz kiedy, zaczynacie ze sobą rozmawiać. Nawet nie wiesz kiedy okazuje się, że to były tylko pozory, twoje wyobrażenia, że pierwsze wrażenie nie było prawdziwe. Nagle inni zauważają, że zaczyna was łączyć coś szczególnego, szepczecie do siebie, jakby świat dookoła nie istniał. Ona zabiera cię w światy, których owszem, nie znałeś, ale nie dlatego, że jesteś głupi, tylko dlatego, że jeszcze nikt ci ich nie pokazał, dopiero ona. Do ostatniej strony, jak mądra przewodniczka, trochę czarodziejka, szamanka widząca przyszłość, tłumacząca sny i wróżąca z fusów, odkrywa przed tobą tajemnice, o których nie miałeś zielonego pojęcia.

"Żony mojego ojca" (Jose Eduardo Agualusa) była dla mnie taką książką. Patrzę teraz na nią, jakby była kimś, nie czymś. Pokazała mi Afrykę, pozwoliła podsłuchać rozmowy ludzi, którzy tam mieszkają, towarzyszyć w podróży kobiecie, która postanowiła znaleźć swoje korzenie. Jechałam starą ciężarówką, byłam w dziwnych hotelach i spelunach i było mi dobrze. Choć nie układało nam się na początku, później było mi dobrze.

Polecam.


czwartek, 25 kwietnia 2013

kartki z życia

Czy myślę czasami, czy potrzebnie się urodziłam? Czy zastanawiam się, co by było, gdybym urodziła się w innej rodzinie, w innym czasie i w innym miejscu? Czy zdarza mi się myśleć o przeszłości, wymyślać inne wersje wydarzeń, które już były i których zmienić się nie da? Czy zastanawiam się na ile to, kim jestem jest wynikiem moich korzeni, genów i wychowania? Czy pytam samą siebie, czy pojawiłam się na świecie chciana i oczekiwana czy raczej komuś przeszkodziłam w jego życiowych planach? 
Tak, myślę o takich rzeczach. Niektóre z tych pytań zadaję sobie częściej, inne pojawiają się czasami, obudzone przez jakieś wydarzenie czy czyjeś spojrzenie, by potem znowu zniknąć w jakiejś niepamięci podręcznej. Niektóre z tych pytań dręczą mnie brakiem możliwości odpowiedzenia na nie, inne z kolei przemkną przez głowę, zatrzymają się na chwilę, ale na odpowiedzi im nie zależy. 

Kim jestem? Jaką wartość ma moje życie? Czy opowieść o nim byłaby ciekawa, fascynująca? Czy umiałabym opowiedzieć o nim tak, żeby takim się zdawało? Szczerze mówiąc wątpię, nawet boję się pomyśleć, że mogłabym spróbować. Choć i owszem, jest wiele pytań, które chciałabym głośno zadać i może samych tych pytań starczyłoby na małe opowiadanie, nowelkę jakąś. Mogłabym wyobrazić sobie, jak odpowiedzieliby na nie osoby z mojej przeszłości i teraźniejszości. Co czuli, o czym myśleli, kiedy pojawiali się w moim życiu lub życiu moich przodków. Czym się w swoim postępowaniu kierowali, jakie momenty w ich życiu były dla nich ważne. Myślę, że byłaby to fascynująca podróż w czasie. Piękna i trudna. Karty z tej podróży niosłyby pewnie skrajnie różne wiadomości i pozdrowienia. 
Pozdrawiam ze słonecznej plaży, gdzie On i Ona kochają się miłością dziewiczą i prawdziwą. 
Piszę z pokoju ciemnego, gdzie smród alkoholu i szczyn ludzkich utrudnia oddychanie. Ktoś leży w łóżku, nie odpowiada na moje pytania.
Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłam dziecko, które On i Ona adoptowali. Jest spokojne, ładne, a On i Ona szczęśliwi.
Pozdrawiam z wiejskiej zagrody, gdzie dzień rozpoczyna pianie koguta i pora dojenia krów, a spać idzie się z kurami. Można się przyzwyczaić.
Ślę pozdrowienia z posiadłości rodzinnej Państwa Krewnych Moich, gdzie do kuchni może wchodzić tylko służba, a ja nie mogę sobie nawet sama herbaty zrobić. Dziwnie tu, ale traktują mnie poprawnie.
Boję się tutaj być, zabierzcie mnie stąd jak najszybciej, nie wytrzymam tu ani minuty dłużej. Muszę kończyć, proszę, przyjedźcie po mnie!

Właśnie jedną taką podróż po życiu skończyłam. Nie było to moje życie, tylko życie Adriana, bohatera książki Wyznaję Jaume Cabre. Ta książka jest po prostu piękna. Pięknie napisana. Dziwnie, ale pięknie. Czytając ją przechadzałam się nie tylko po życiu głównego bohatera. Mogłam zajrzeć w uliczki boczne, gdzie wydarzenia działy się w innym czasie, z innymi bohaterami. Trzeba być czujnym czytając tę książkę, łatwo zabłądzić w tej gmatwaninie ulic i wydarzeń, przynajmniej na początku. Potem człowiek się przyzwyczaja po to, by ostatecznie mieć trudności z przerwaniem tej wędrówki. 
\
Cudowna książka. Polecam tym, którzy lubią  czytać książki całym sobą, zatracać się w nich, przeżywać i czuć ból brzucha po przeczytaniu. Bez sensu jest pisać o jej fabule, to by ją sprowadziło do pozycji zwykłej książki o kimś i o czymś, a tego się nie robi takim pięknym książkom. Nie wolno.


czwartek, 28 marca 2013

i stworzył bóg człowieka...

ciało, dusza, duch, psyche, wyobraźnia, myśli, sny, prawa półkula, lewa półkula, neurony, serce, wątroba, żołądek, trzustka, żyły, tętnice,

przyjemność, nałóg, pragnienie, ulga, szukanie, wołanie, kupowanie, sprzedawanie, niszczenie, krzywdzenie, oczyszczanie, tęsknota, pustka, drżenie rąk, żal, tęsknota, płacz, ból, ucieczka, ukrywanie, przepraszanie, obiecywanie, zaprzeczanie, umieranie...


ciało - brązowe, blade, opalone, spalone, zniszczone, uzależnione, zadbane, brudne, czyste, kochane, znienawidzone, ogolone, zarośnięte; ideał - porównywanie, kupowanie, pokazywanie, chowanie, katowanie, głodzenie, konwulsje, wymioty, jedzenie, żarcie, opychanie się, myślenie myślenie myślenie, obsesja, pragnienie, zakaz, nakaz, rozkaz samemu sobie, walka z ciałem, z sobą, kara, obrzydzenie, milczenie, ból w głowie, ból w myślach, ból w brzuchu, milczenie, cisza, brak wyjścia, więzienie, zapaść, trawienie, oczyszczanie

moda - maskotki, hand made, przytulanki, pocieszanki,  misie, pieski, torebki, kokardki, eko, jedzenie czyste, wolne, prawdziwe, bez oszustw, bez dodatków, bez cukru, bez soli, bez oleju, bez tłuszczy, węglowodanów, białka, żółtka, alkoholu, ćwiczenie, chodzenie, bieganie, stepowanie, tańczenie, w parze, solo, pedałowanie, wdychanie, oddychanie, oczyszczanie, bywanie, spacerowanie, hartowanie, wzmacnianie, rozciąganie, badanie, padnij - powstań, padnij...

seks - orgazm, ciągle i bez przerwy, wielokrotny, często, różnie, chętnie, bez nudy, stop rutynie, zabawki, prezerwatywy, wibratory, maści, żele, dopalacze, opalacze, pigułka, tabletka, wstyd, prokreacja, staranie, in vitro, homoseksualizm, biseksualizm, hetero, wzwód, brak wzwodu, wpadka, za młoda, za stara, sodomia, prostytucja, tir, od tyłu, od przodu, w grupie, przy świetle, po ciemku, po cichu, bez wstydu...

dziecko - szczepienia, bioderka, wózek taki czy taki, masaż, ćwiczenie, kąpanie, stymulowanie, rozwijanie, obserwowanie, na boczek przekręcanie, odbicie po jedzeniu, angielski, niemiecki, francuski, karate, basen, balet, aikido, fortepian, pianino, skrzypce, szachy, przedszkole, szkoła, w chorobie i zdrowiu, jeżdżenie, zawożenie, pośpiech, brak czasu brak czasu brak czasu, szybko, szybko, rzepy, zatrzaski - zamiast sznurowadeł, guzików, wiązania, zapinania, bo szybciej, szybciej, samodzielność, brak samodzielności, pępek świata, co chcesz to masz, nic nie dostaniesz, nie zasłużyłeś, nie mam pieniędzy, idź się bawić, nie baw się, ucz się, zero komputera, cały dzień przed monitorem, bajki, minimini, disney channel, wyniki w szkole, rozmowy, nauczki, kara, nagroda, studia, poziom, byle bez wstydu...

a czy dobrze robię? czy to była dobra decyzja? jak powinnam to zrobić? kto wie, jak jest najlepiej? a może tak? a może inaczej? jestem w kropce. co byś zrobił na moim miejscu? co ja zrobiłam?! to się innymi  nie spodoba. będą się ze mnie śmiali. pochwalą mnie za to. jak to wygląda? jak o mnie świadczy? jak wypadam w porównaniu? tak lepiej? tak gorzej? przedziałek po prawej czy po lewej? jechać samochodem czy tramwajem? wsiąść czy wysiąść? kupić czy nie kupić? zgodzić się czy nie zgodzić? pozwolić czy nie? zabronić czy nie? powiedzieć prawdę czy lepiej skłamać? jak odmówić? jak poprosić? jak przeprosić? jak to powiedzieć? czy nie zranię? jak zranić? jak być sobą? czy warto  być sobą? a jak to się robi?
GDZIE JESTEM JA??!!


naprawdę stworzył na swoje podobieństwo...?




niedziela, 24 marca 2013

Poradnik

O pozytywnym myśleniu nie mam za dobrego zdania. To znaczy mnie się to nie sprawdziło. Będzie dobrze, spójrz, ile piękna jest wokół ciebie, jesteś zdrowa, masz dwie nogi, mąż cię nie bije, masz pracę i tak dalej i tak dalej - jakoś mnie to nie rusza. Nie zmiękcza ani nie kruszy skalistego środka mojego, które takie pozostaje POMIMO. Ale rozumiem tych, którzy próbują układać sobie życie na nowo właśnie na pozytywnym myśleniu. Nie chcą dopuszczać do siebie negatywnych znaków na niebie i ziemi, bo wierzą, że jeśli nie będą ich zauważać, to one nie będą miały wpływu na ich życie.

Pat tak myślał. Nie, wróć - Pat głęboko w to wierzył. Światełko w tunelu, zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Schudnie, przeczyta wszystkie książki, o jakich mówiła jego żona, zakończy z powodzeniem terapię. Wszystko dla happy endu, w którym jego żona Nikki wraca do niego i żyją długo i szczęśliwie.

Książkę "Poradnik pozytywnego myślenia" M. Quicka czytało mi się spokojnie. Trochę tak, jak Forresta Gumpa. Polubiłam Pata, głównego bohatera, tak jak polubiłam Forresta dawno temu. Pat nie jest do końca normalny, zresztą sporo czasu spędził w zakładzie dla psychicznie chorych. Nie bierze leków, jakie mu terapeuta zapisuje,obsesyjnie spala kalorie, ćwiczy, biega, wyciska, buduje klatę, zrzuca zbędne kilogramy. Wyobrażam sobie, że jest przystojny, że ma świetną sylwetkę (a od dzisiejszego popołudnia ma postać Bradleya Coopera). Takie słodkie połączenia pewnej nieporadności życiowej z niesamowitą siłą fizyczną, konsekwencją i hartem ducha. Pat spotyka Tiffany. Też jest nienormalna. I to w tym duecie jest piękne. Ani ona nie podrywa jego, ani on nie próbuje jej zaliczyć. On ciągle myśli o swojej żonie, ona niewiele mówi, więc nie wiadomo do końca o czym myśli. Piękna para. Dla mnie fascynująca. Nie będę tu pisać o fabule, na wypadek gdyby ktoś chciał sam przeczytać książkę, ale z czystym sumieniem mogę zapewnić, że nie mamy tutaj do czynienia z romansem, prostym przejściem od przyjaźni do miłości. Że na początku to się nie lubią, a potem żyć bez siebie nie mogą. I za to dziękuję autorowi książki, że nie zrobił tego tej pięknej parze.

I wtedy zrobiłam błąd. Po przeczytaniu książki postanowiłam iść do kina na film pod tym samym tytułem, na motywach książki rzekomo stworzonym. Film jako film nie najgorszy, ale i nie powala (można na DVD obejrzeć). Jedyny plus tego filmu to wg mnie dobór aktorów: wspomniany Bradley Cooper - rewelacja, Jennifer Lawrence jako Tiffany - może być i owszem no i Robert De Niro jako tata Pata - do książkowej postaci pasuje wg mnie idealnie.
No a potem totalne spieprzenie książki, oczywiście moim niepopartym fachową wiedzą zdaniem. Masakra. Co oni zrobili z rodziną Pata - nie tylko zmienili im nazwisko, ale ogołocili ich z ich charakterów. No masakra. Tiffany z książki miała w sobie tajemnicę, powściągliwość, pazur, ale i tę cichość, która intryguje. Ta w filmie to wyszczekana furiatka, ciągle mówi, mówi i mówi. Ojca Pata z książki trudno polubić, ten w filmie płacze nawet z miłości do syna. No ludzie! No i oczywiście końcówka filmu wymierzyła mi romansowego policzka.

Krótko. Chcesz poznać tę historię naprawdę? Przeczytaj książkę i pod żadnym pozorem nie oglądaj filmu. Chcesz popatrzeć na przystojnego, fajnie grającego Bradleya, pośmiać się umiarkowanie i umiarkowanie wzruszyć? Obejrzyj film.

Osobiście polecam to pierwsze.


wtorek, 19 marca 2013

marzec 2013

Ogłaszam wyprzedaż garażową! To nic, że w naszym kraju się nie praktykuje - ja tam zdesperowana jestem, przestrzeń wokół siebie lubię oczyszczać z niepotrzebnych rzeczy, więc ogłaszam i już. Fakt, żal me serce ściska, kiedy sprzedaję przedmioty tak mi drogie - nie tyle ze względu na ich estetykę, krój czy przydatność, ale dlatego, że niosą za sobą wspomnienia o tym, co zdaje się powoli rzadkością i luksusem stawać. Nie lubię takich rozstań, które emocje me poruszają. Nie lubię być smutna, a smutna jestem, kiedy przed garaż mój TE właśnie rzeczy wystawiam.

I kto by pomyślał, że właśnie za życie mego i mojego pokolenia takie nieodwracalne straty będziemy obserwować. O wiośnie i lecie dzieciom swym opowiadać będziemy, próbując dobrać słowa i obrazy, które najlepiej uzmysłowią im piękno ciepłych dni. Kaloryfer dzieci będą z zamkniętymi oczami głaskać, podczas gdy mama będzie tęsknym głosem mówiła "taki właśnie ciepły był w dotyku piasek nad morzem latem, czasami trzeba było szybko biec po nim bosymi stopami, tak parzyło" I uśmiechnie się do swoich myśli. Czasami tata szybko weźmie syna na ręce, krzycząc w podnieceniu "Patrz, tam w górze! Widzisz? To SŁOŃCE! Kiedyś, kiedy byłem mały takie słońce świeciło całą wiosnę i lato..."  A na pytanie "co to jest wiosna, tatusiu?" opuści z rezygnacją syna na podłogę, westchnie cicho i ze łzami w oczach spojrzy na chowające się za chmury słońce....

No nic, ja tu gadu gadu, a towar czas wystawiać, bo śnieg w każdej chwili może znowu zacząć padać i wszystko mi przysypie. Mhm, co my tu mamy...

SPRZEDAM
opony letnie
leżak, parasol przed słońcem chroniący dodam gratisowo (inaczej nikt  nie weźmie, a tak jest szansa...)
sukienki letnie, prawie jak nowe
wiosenne nakrycia wierzchnie, tanio sprzedam
depilator (zimą z włosami na nogach cieplej)
rower
hulajnogę dla dziecka
rowerek dla dziecka na sanki zamienię
krem do opalania (wysoka ochrona)
koc plażowo - piknikowy
namiot
bikini

za to chętnie przyjmę, wezmę na wymianę lub kupię ewentualnie futro ciepłe i nieprzejednane

Tylko kto to ode mnie kupi? Może poczekam, założą w przyszłości muzeum ku pamięci wiosny i lata i takie eksponaty na wagę złota będą?

Z ciepłymi pozdrowieniami, spod koca i z kubkiem ciepłej herbaty
autor tego tekstu